Wszystko robią inaczej, ci dzicy Chińczycy. Środek jesieni najwyraźniej wypada u nich między wrześniem a październikiem, do ciastek pakują fasolę, ich rok miewa trzynaście miesięcy, a na Księżycu umieszczają ropuchę z trzema nogami i nefrytowego zająca.

中秋节 – Zhōngqiū jié to  drugie co do popularności święto w Chinach – Święto Środka Jesieni, inaczej zwane Świętem Księżyca lub Księżycowych Ciasteczek. Obchodzi się je piętnastego dnia ósmego miesiąca i nie chodzi tu o sierpień. W tym roku święto wypadało 15 września, jest bowiem ruchome, wyznaczane przez tradycyjny kalendarz chiński, który jest kalendarzem księżycowo-słonecznym. Dzieli on rok na 12 miesięcy nazywanych po prostu kolejnymi liczbami… Do 13, bo zgodnie ze starożytnymi regułami kalendarza chińskiego w cyklu 19-letnim aż siedem razy pojawia się trzynasty miesiąc. Wprawdzie Chińczycy w dużej mierze dostosowali się już do reszty świata i używają kalendarza gregoriańskiego, ale nadal tradycyjny kalendarz chiński jest silnie obecny w kulturze Państwa Środka. Jego oddziaływanie jest także widoczne w powszechnym bałaganie dotyczącym dokumentów, szczególnie 居民身份证 jūmín shēnfèn zhèng czyli odpowiednika naszych dowodów osobistych. Znam przypadki, w których data urodzenia posiadacza takiego dowodu znacznie różni się w nim od daty urodzenia w innych dokumentach, co wynika z jednoczesnego używania obu kalendarzy. Wystarczyło, że na przykład dziadkowie rejestrując wnuka u znajomego naczelnika wioski podawali datę tradycyjną, podczas gdy ze szpitala, w którym się nowy obywatel narodził, na policję wysłane zostały dane z datą gregoriańską. A ponieważ nasz delikwent rodził się dajmy na to tuż przed Chińskim Nowym Rokiem, obie daty jego urodzenia dzielił rok.

W wielu źródłach, teraz także polskich znaleźć można mnóstwo informacji na temat Święta Środka Jesieni. Przeczytacie w nich o związkach święta z Księżycem, o tym, że według Chińczyków w tym czasie świeci on najjaśniej. Traficie też na pewno na ciasteczka księżycowe 月饼 yuèbǐng czyli najpopularniejszą potrawę świąteczną – nadziewane słodką pastą z fasoli, nasion lotosu, masą daktylowo-orzechową lub jajeczną (z kaczych jaj). Mogą też występować w wersji mięsnej – na słodko i słono, ale zawsze są okrągłe, gdyż podobnie jak Księżyc symbolizują harmonię i rodzinne więzi. Dowiecie się też na pewno, że Pan Twardowski i jego historia to bujda na resorach, bo na Księżycu mieszka bogini Chang’e z nefrytowym zającem, który warzy eliksir nieśmiertelności oraz trójnoga ropucha. Podczas, gdy Chang’e jest główną bohaterką legendy i wyrazistą, ważną postacią w kulturze chińskiej, to zając, niczym drugoplanowe, zwierzęce postaci z bajek Disney’a jest po prostu jej pociesznym towarzyszem niedoli. Jednak to jego postać widzą Chińczycy, kiedy patrzą na Księżyc. Co ciekawe, pareidolię tę dzielą ludy Dalekiego Wschodu wraz z Aztekami i Indianami Cree. Postać pochylonego zająca rzeczywiście jest dość wyraźnie widoczna, podobnie jak… ropuchy. Trójnoga ropucha to symbol Księżyca w pełni właśnie, a także bogactwa. I czegoś jeszcze, bo Księżyc ma swoją ciemną stronę. O niej zapewne nie znajdziecie zbyt wielu informacji.

Ludzie żyjący na terenie dzisiejszych Chin przed rewolucją kulturalną 文化大革命 wénhuà dà gémìng byli przy całym swym pragmatyzmie ludźmi o niesłychanie głębokiej duchowości. Chińska ziemia w dawnych czasach była krainą pełną magii, diabłów, bogów, duchów wszelkich, cudownych eliksirów, przesądów, dobrych i złych wróżb, mistrzów, ich niepokornych uczniów i smoków. Święto Środka Jesieni jako wywodzące się z czasów starożytnych (sprzed około półtora tysiąca lat przed naszą erą!) było otoczone wyjątkową aurą tajemniczości. To święto mistyczne, podczas którego długo składano ofiary jesiennemu Księżycowi. Rewolucja wyprała niemal doszczętnie Chiny z ich duchowości, stąd dzisiejsze gładkie oblicze 中秋节 z księżycowymi ciasteczkami, owocowym winem, latarniami, spotkaniami rodzinnymi i wesołymi grami, o których można przeczytać w Wiki. Tymczasem jeszcze nie tak dawno owe gry związane były silnie z czarami. Większość źródeł przypisuje zabawom świątecznym cel matrymonialny podobny do naszych zabaw andrzejkowych. Głębsze studia dawnych zwyczajów pokazują jednak ich bardziej tajemne oblicze. Otóż wiadomo, że osobno bawili się mężczyźni, kobiety i dzieci. Każdą zabawę można było zakwalifikować do jednej z kolejnych trzech kategorii – takiej, w której dusza osoby opuszcza jej ciało i na jakiś czas przenosi się w zaświaty, takiej, w której bóg czy duch zapraszany jest, aby przejąć kontrolę nad ciałem osoby lub osób i i takiej, w której istota z zaświatów zapraszana jest, żeby przejąć władzę nad przedmiotem. We wszystkich „grach” na przedmiot czy jedną lub więcej osób rzucano czar. Jeśli zabawa zapraszała istotę nie z tego świata do przejęcia władzy nad przedmiotem, najczęściej związane było to z jego wirowaniem. Na przykład jedna z męskich gier polegała na położeniu na misce z wodą stołu odwróconego do góry nogami. Każdy z czterech mężczyzn palcem lewej ręki dotykał nogi stolika, w prawej ręce trzymając kadzidełko, po czym wypowiadali zaklęcie:

Niebo jest czyste, ziemia jest mądra, wierni uczniowie zapraszają boga stołu.

Według podań stół zaczynał się obracać, początkowo wolno, później tak szybko, że mężczyźni nie mogli za nim nadążyć. Wiele z kobiecych zabaw wiązało się z wprowadzaniem jednej z uczestniczek w trans czy hipnozę lub jak twierdzili Chińczycy, z zaproszeniem obcej duszy do jej ciała. Takiej nawiedzonej koleżance kazano przepowiadać przyszłość, a budzono ją zimną wodą. Jedna z najczęściej wspominanych w encyklopediach zabaw dziecięcych nazywana była Otaczaniem Ropuchy. Według większości źródeł polegała na otoczeniu jednego dziecka przez grupę śpiewających rówieśników i pryskanie na niego wodą. W rzeczywistości udział w zabawie brali tylko chłopcy. Wybierano ciche, spokojne dziecko i otaczano je ściśle. Chłopiec miał zamknąć oczy i leżąc na ziemi słuchać zaklęcia, które chodzący wokół niego i niosący kadzidełka wypowiadali. A mówili mniej więcej tak:

Ropusze jajo, ropuszy synu. Tego wieczoru wielki Król zaprasza cię do siebie. Złożysz mu hołd płonącym koszem i ognistymi gałęziami.

Kiedy dziecko było już „zaczarowane”, zaczynało skagamma-sennin-toads-1948_162kać jak ropucha w transie ponoć na tyle głębokim, że zdarzało się mu uderzać w coś niebezpiecznie. Powstrzymywano je spryskaniem jego głowy wodą.

Księżyc należy do elementu Yin – tego co ciemne, tajemnicze, niezrozumiałe, a więc także kobiece. Podobnie rzecz ma się z ropuchą. Jest ona stworzeniem nocnym, pokrytym dziwnymi brodawkami, kojarzona jest z deszczem, grzybami, nieśmiertelnością i czarami. W Chinach ropucha czczona była przez wieki, przedstawiana w dziełach sztuki z grzybem, zapewne muchomorem wyrastającym jej z czoła i jako ulubienica nieśmiertelnych. Co najważniejsze jednak rozmaite gatunki ropuch dysponują jadem, który podobnie jak trucizny z grzybów od starożytności pozyskiwany był przez Chińczyków i używany do odbywania pozaziemskich podróży oraz jako nadzwyczaj skuteczny afrodyzjak i lek na potencję. I tak wszystko się łączy w jedną, bajkową chińską opowieść – Księżyc z płodami ziemi i płodnością w ogóle, z jesienią, z rodziną, nieśmiertelnością, duchami, zającami, a w końcu z ropuchą jako symbolem tego wszystkiego.

Reklamy